wtorek, 30 sierpnia 2011

Robert Johnson - Me and the Devil Blues





"Nie będę więcej używał gitary przy nagrywaniu płyt Burzum.
Gitara to murzyński instrument." - Varg Vikernes


Wiadomo o nim niewiele - nawet to, gdzie dokładnie został pochowany pozostaje zagadką. Nazywany jest pierwszym i największym poetą bluesa. Romantyczne plotki o tym, że na rozstaju dróg sprzedał duszę diabłu, rozsiewał ponoć sam - marketing przypominający zabiegi Charlesa Bukowskiego i wielu mniej fajnych współczesnych celebrytów - a dziś wiemy już, że tak naprawdę uczył się gry na gitarze od znakomitego deltowca Charleya Pattona. Najwięcej o Johnsonie mówi nam po latach jego twórczość. Analizując tematy, które poruszał możemy szukać analogii w wizerunkach ponurych songwriterów pokroju Nicka Cave'a - dla którego zresztą wczesny blues, wczesny folk zdaje się być bardzo ważnym źródłem inspiracji. Niemniej, mimo, że to zapewne tematyka jego tekstów - diabeł, wieczna włóczęga, kobiety, picie - w kluczowych momentach przysporzyła mu największej popularności i przypieczętowała siłę jego mitu, to tak naprawdę współcześnie ceni się go najbardziej jako wirtuoza gitary. Jego gra od wielu dekad niezmiennie wpływa na zastępy gitarzystów w różnych częściach świata. (...)

Fragment mojego artykułu Ja i Diabeł - czyli słów kilka z okazji roku johnsonowskiego, który wraz z kilkoma innymi moimi tekstami okołomuzycznymi ukaże się w najbliższym numerze Ulvhel. Więcej szczegółów wkrótce.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz